Nałęczów
Starzy ludzie kryją swój kaszel
jak drogocenny skarb w mufkę.
Wywożą do schludnych pensjonatów,
chronią w kłębach pierzyn
bez dna.
Niejeden hipopotam odpływa tak chyłkiem w głąb buszu.
A jednak
nocą
słychać
jak Nałęczów kaszle.
Ptak, nawykły do śmierci,
nie przerywa trelu.
Co za koncert!
W dzień
orkiestranci
ciągną dumnie od ławki do ławki,
od zdroju do zdroju,
aĹź po znĂłj.
SpĂłjrz:
jeszcze ręka sama
sięga po szklankę,
jeszcze oko
dojrzało
psa.
Jeszcze - ho - ho - jak daleko
do mego czółna.
Godzi się zatem wspomnieć tamten czas, "e;czas główny"e;,
"e;czas z nizin"e;:
- Jak on mnie kochał, złociutka.
- Jak ja go kochałam.
- Miałem system historyczny.
- Gdyby nie wojna.
- No tak.
- Pan mi nie ufa, profesorze.
- JakĹźe. JakĹźeby nie.
W nocy Nałęczów kaszle.
Z bliska
Tamten Brzeg wygląda nawet biało i przyjaźnie.
Ja zaś,
gdy byłam poetą,
krasiłam każdą rzecz nieprzytomnie,
jak dzikus maluje skrzypce.
Z byle glinki, kamienia i ĹźuĹźlu
kleciłam cudnego ptaszka.
Dziś
w niejednym posągu
widzę jeno piach
                         i ĹźuĹźel
Tak późno zaczęłam czytać z Drzewa Wiadomości...
Tak późno mnie zbudzono...
Z jakimĹźe bĂłlem! ...

   - Toś ty go kochała, złociutka?
   - Pan mi nie ufa, profesorze?

Czytany: 2048 razy

R E K L A M A

=>