Straszny dwĂłr

O północku, gdy słychać zawodzenia fletu,
gdy wśród księżyca ruin puchają puchacze,
gdy w diabelskim kominie wiatr kurantem płacze,
stary Miecznik powoli wychodzi z portretu.

Już wyszedł i dłoń lewą na miecza głowicy
oparłszy, czegoś wzrokiem zasępionym szuka,
może z Mefistofelem skuma się jak Tukaj,
może gusła... nie. Miecznik szuka, szuka świecy.

Wreszcie znalazł i w świetle cały się zabieli:
Siwa broda do kolan spływa mleczną falą,
a buty koralowe niespokojnie walą
w podłogę, dają koncert brzęki karabeli.

I oto stary Miecznik po salach przestronnych,
srebrny świecznik nad głową trzymając oburącz,
błąka się, a po ścianie biegnie tuż cień rączy:
wąs, lichtarz, karabela. Księżyc zabobonny

świeci. Po gdańsku szafy trzeszczą i portrety.
Jakowaś ekscytacja naszego Miecznika
piecze i stary zewłok niepokój przenika...
Prędzej, bo sofoklejskie powtórzę: "e;Niestety"e;.

Narrreszcie!

W Jaśnie Oświeconego świetle nocy Xiecia
pochyliły się plecy. Wąs nad kolanami.
Ręka luminowany ugniata pargamin.
Miecznik jak brat Kalotus czyni przykucnięcia.

Gdy pieje kur i słychać zawodzenia fletu,
gdy wśród księżyca ruin puchają puchacze,
gdy w diabelskim kominie wiatr kurantem płacze,
lekki Miecznik leciutko wpływa do portretu.



Czytany: 3650 razy

R E K L A M A

=>