Ballada
Jestem woźnicą.
Jechałem bystrą okolicą,
Gdy się przechodzień napatoczył
I do kolaski mojej wskoczył.
Zawołał: "e;Jazda'"e; - "e;Dokąd?"e; - rzekę. -
"e;Przed siebie, naprzód' Przez tę rzekę,
Przez tamtą górę'"e; - Mówię wprost:
"e;Rzeka bez mostu.a - ^Zrobię most.s -
"e;Góra jak mur spadzista."e; - "e;Celem
Moim jest przebić ją tuneleaa.
Po drugiej stronie, gdy to sprawię,
Ogromny, pyszny gmach wystawię,
A w nim muzyczną, świetną sale,
Jakiej nie znajdziesz równej wcale..,
A w świetnej sali tej organy,
Jakich Bach nie znał uwielbiany.
A dla organów stworzę pieśni,
O jakich żaden geniusz nie śni,
A do tych pieśni takie słowa,
Ze się zadziwi ludzka mowa.
Obudzę zachwyt i zdumienie,
Ekstazę, rozkosz, upojenie."e;
I mówił z taką ognia siłą,
Że mi się w głowie zamąciło.
Konie pędziły jak wichury,
Lasy mijały nas jak chmury.
Widziałem chaos i żywioły,
Tęcze i skrzydła, i anioły,
Mgławice, gwiazdy i komety,
Słyszałem lutnie, harfy, flety,
Popadłem jakby w sen opilczy...
Gdy się przecknąłem, słucham; milczy.
Myślałem: Zdrzemnął się znużony.
Przetarłem oczy z mgły szalonej
Lecz gdy się obejrzałem,
Nikogo nie ujrzałem.
Gościa nie było. W głowę zachodzę.
Wypadł po drodze?



Czytany: 1746 razy

R E K L A M A

=>