Wyspa

I
Dom mój na brzegu stał hucznego morza,
Patrząc swych okien bezsennych tęsknotą
Na toń błękitną i modrą, i złotą,
Która w bezbrzeżne toczy się bezdroża.

Serce mi ukradł nurt dziki i śpiewny
I piana gorzka, co od miodu słodziej
Obietnicami pieszcząc biodra łodzi,
W podróż zaprasza po głębi rozlewnej,

W dal, gdzie do piersi mórz dyszących mocą
Tuli się wyspa, serce oceanu
Złote, o którym wśród szumnego tanu
Fale śpiewają mi we dnie i nocą...

Wyspa! A ja tu leżę nieruchomy
Na brzegu, łodzi nie mając ni żagli,
Które wichr słony do pośpiechu nagli
Na wód szaleństwa i swobód ogromy.

I jeno tęsknię, marzę, śnię mamidła...
Na brzegu siedząc - już nie wracam do dom
Na pastwę swoim pragnieniom i głodom,
Bo dom mi obrzydł i izba mi zbrzydła!

Czy skwar mnie pali, czy noc chłodem ziębi,
Po fali puszczam wzrok zachwytem ślepy,

A gdy się znużę, pntrzę w niebios sklepy,
Lecz dusza tańczy jak połysk po głębi.

Na wznak na brzegu leżę rozciągnięty
I piję niebios błękitną truciznę,
Kojący obłęd, który sny w ojczyznę
Majaczeń wiedzie, jak w przystań okręty.

I nagle czuję, że brzeg się urywa
Pode mną... Ziemia mi spod nóg opada
T lecę w górę, nad obłoków stada...
W błękit mnie ciągną powietrzne ogniwa...

Otchłań mnie pije... Z ciężkich snów bezsiły
Wstaję oparem wzwyż... Lekkość taneczna
W pląs mnie porywa, gdzie wyspa powietrzna
Płynie owiana świetlanymi pyły...

Przystań błądząca, jaB,łódź bez przystani,
Żegluje w zwiewnych mgłach, gdzie sny, jak ryby
Skrzące pozłotą łusk przez^fcryształ szyby,
Świecą w przeźroczej, niechwytnej otchłani...

Drzewa tam rosną płynne jako rzeki...
Z źródeł korzeni szmaragdami cieką
Fale ich liści w lasy mórz, daleko.
A wstęgi woni płyną z ziół w pasieki,

Płyną w ul słońca miodnymi strunami.
A rzeki kwitną w szklane wodne drzewa,
Roniąc liść, który śpiewa jak ulewa,
I rosną w niebo swych strug gałęziami...

Lecz fala padła mi kropel rozpryskiem
Na oczy... Pierzchnął majak pełen blasku.
Senny zbudziłem się na brzeżnym piasku,
Spętany dawniej niemocy uściskiem.

W płaczu przekląłem dom i brzeg jałowy
I jąłem wołać wichru! Niech z korzeniem
Dąb wyrwie z brzegu! Chwycę się ramieniem
I tonią pognam na złote ostrowy!

Długo płakałem! A wszystkie łzy na nic!
Aż wstała burza z koralowych ławic.
Przyszła z wichurą i krzykiem błyskawic
I zaśpiewała potęgą bez granic!

Jak obłąkany bóg i jak zwierz głodny
Darła w strzęp fale, niosąc gromów bicze,
Plwając z ust, wichrom w twarz, piany gorycze,
Ryk wydzierając ciszy dna podwodnej.

W zuchwałej bucie pychy najezdniczej,
Obelgą depcąc czoło morza dumne
Dziko śpiewała swe triumfy szumne,
Chwałę ujarzmień swoich i zdobyczy.

I wielbiciela miała we mnie, świadku.
A żem uwielbił, osiągiem nagrodę,
Bo napędziła mi burza na wodę,
Do brzegu, szczątek rozbitego statku.

Wichr go gdzieś rozbił, a topiel poniosła
Bez masztu, żagli... Wtedy wśród obłędu
Z brzegu, w zuchwalstwie dzikiego rozpędu,
Skoczyłem w statek bez steru i wiosła.

I w dal porwany huragannym prądem,
W łodzi na morzu tańcząc oszalałem,
Jak burza dzikim szczęściem się zaśmiałem,
Bom leciał w bezkres wód za swym wy lądem!

II
W mą wyspę niesiesz mnie, morze, w fal locie!
O, ileż szału i szczęścia, i śpiewu,
Kiedym wśród wichrów rozpętanych gniewu
Deptał po wodnym zielonym klejnocie!

Gdym tańczył z pi&ną, u stóp czuł głębinę
"e;Wśród wściekłych wirów, na łodzi rozbitej,
To w dno wód spadał, to znów leciał w szczyty,
Bujał i płynął - szczęśliwy, że płynę!

Trzy dni tak rozkosz poiła mnie biegu,
Że stokroć patrząc w twarz śmierci zdradziecką
Wśród niebezpieczeństw śmiałem się jak dziecko
I nie widziałem, żem już blisko brzegu...

Nagle spostrzegłem: tuż, tuż, skalne wały!...
A łódź gna oślep na głazy, w rozbicie...
Skoczyłem w topiel mórz, unosząc życie,
A statek strzaskał się o brzeg w kawały...

Dopadłem brzegu! Wyspo! mych snów ziemio!
Raju owiany tęsknoty błękitem!
Olśnij mnie cudem, zadziwem, zachwytem,
Odkryj swe czary, co w szczęściu twym drzemią!

Drzewa twe złote, łąki purpurowe,
Groty z szafiru, piękne jak zdziwienie -
Słońce, którego bursztynowe lśnienie
Rzuca na szmaragd rzek cienie różowe;

Pawie jak w tęczach chodzące ogrody,
Lwy jak pożary, co błądzą przez błonie,
Jak noc rumaki, jak śnieg białe słonie,
Gibkich tygrysie łagodne pochody;

Ptaki olbrzymie, od snu o nich większe,
Jaszczury złote u modrej zatoki,
W traw wodospadach falujące stoki,
Mchy nad spoczynek po rozkoszy miększe;

Zielne fontanny paproci, z palm gęstwą
W potwornych lianów usidlone ręce,
Kwiaty gorące jak ciała dziewczęce,
Owoce słodkie, słodsze niż szaleństwo.

O, snów mych bujnie rozżagwione wrzątki!
Kędyż jest marzeń mych wezbrany przepych
Pośród tych głuchych piasków i skał ślepych?
Daremnie wszystkie przebiegłem zakątki!

Pustce jałowej, bezpłodnej, umarłej
Jeńcem mnie dały ślepe trafu losy!
Łiódź w drzazgi poszła, a głuche niebiosy
I tonie, które pierścieniem mnie zwarły.

Nie ujrzę nigdy ludzi, na bezmiarze
Martwym na zawsze od życia odcięty!
Ach, nie przybiją tu żadne okręty!
O, ludzkie głosy, ludzkie oczy, twarze!

Żywcem do grobu wtrącony, trup żywy,
Płacząc zębami gryzłem piasek suchy...
I noc zastała mnie na męce głuchej
Wlokąc za grzywy pian morskie przypływy.

A mnie zdumienie dziwem pierś zatchnęło,
Bo jęła w uszach mi grać gędźba gwiezdna!
Ogromny wstawał śpiew z morskiego bezdna!
Morze budziło się i grać zaczęło!

Śniło o wyspie, gdzie są złote gaje,
Gdzie w rzekach płyną tęcze pawiooczne,
Gdzie zachwycenia mieszkają obłoczne,
Kędy sen jawy jawą snu się staje!

Mym snem o wyspie grało morze z toni!
Morze też jeno śniło ja w swym leżu'
Na całym jego ogromnym bezbrzeżu
Nie było wyspy tej, lecżjest wieść o niej!

Wieść-wróżba, która objawienie niesie:
Ze lśni w zaświatach wyspa-tajemnica.
Więc nie był złudą mój sen i tęsknica,
2e ma ojczyznę dusza ma w bezkresie...

Morze! zostanę tu dla wróżb tej pieśni!
Wiecznie chcę słuchać o snów wyspie cudnej
Wieści! Nie tęsknię już z pustki bezludnej
Do ludzi ani do dawnej swej cieśni!

Bo co noc, gędźb twych gdy słucham, mgieł lotem
Wyspa nadpływa przed mego snu oczy...
...Lecz raz mnie morza szept spytał w pomroczy:
"e;Czy nie zatęsknisz nigdy za powrotem?"e;

III
Nigdy nie ujrzę już twarzy człowieka,
A wichr tu żadnej łodzi nie przywieje...
Znalazłem spokój, bom stracił nadzieję,
Nic tu nie stanie się już, nic nie czeka...

Lecz tam mnie wyspa przyjmie. - Tak lat wiele
Przeszło. - Aż raz mnie świt obudził blady
I w piasku brzeżnym ujrzałem stóp ślady
I tlące jeszcze ognisko w popiele...

Ludzie tu byli! ludzie! Po kryjomu -
W nocy - gdy spałem!... Uniosły ich wody!
Ludzie! Kochałem ich, kiedym był młody!
Ach! odpłynęli na mój brzeg do domu!

Morze! Nic nie ma nad wróżby twych pieśni!
Wszystko dać za nie! Dom i braci rzucić!
Lecz ludzie byli tu dziś! Mogłem wrócić!
...I zatęskniłem do brzegu, do cieśni...

Padłem bez zmysłów... Pamięci blask zginął...
Snu mego głębia była czarna, głucha...
Nic dziś nie pomnę... Noc przygniotła ducha...
Może-m, trup martwy, po głębinie płynął?...

Bo gdym się zbudził, otwarłem powieki:
W domu-m się ujrzał! W ciasnej izbie swojej!

Gorzko płakałem bezludnej ostoi!
...I znów tęskniłem do wyspy dalekiej...

I przypomniałem, żem morza nie przebył,
Nie słyszał wieści... Nikt się z swego domu
Nie wyrwie, choćby po klęskę pogromu!
Jam na tej wyspie pustej nigdy nie był!



Czytany: 2873 razy

R E K L A M A

=>