Skarby

Po co mi, matko, światło wnosisz do piwnicy?
Już ini tu dobrze teraz, pociech mi nie trzeba,
Bo spałem na otchłannym sercu tajemnicy...
A nie płacz, że mi zboże ściął grad spadły z nieba...
Kazano żyć... Nieprędko wyjdę z tej ciemnicy...
A ci, którzy żyć muszą, żyć bodą bez chleba...

Bo przecież słońce więcej jest niż chleb żałosny...
A znałem blade dziecię, ciche, chorowite -
Żar picca był jedynym słońcem jego wiosny
Spędzonej wśród poduszek, gdy okna zakryte,
A żyło .. Gdy śmierć wzięła je w uścisk miłosny,
Ludzie to biedne życie zwali też Ťprzożytcť...

Bóg wie, skąd jemu tajne przybywały soki,
Jak roślinie kwitnącej na piasku wśród suszy...
Odchodząc miało w oczach łzy i prośbo zwłoki...
Czuło cud życia... Mówisz: "e;Własny hen wśród Kruszy
Smonyť? - Wiec kochaj życic... Czar piękna głęboki
Ma wszystko, co przez chwilę choć było snom duszy...

Jam dziś cichy, król braku i bogacz pokory,
Bez skarg żyję, choć słońca oczy me nic piły...
Bo miałem długie, smutne, samotne wieczory...
Ono ukochać życia dar mnie nauczyły.
W nadziemskie cuda życia wierzyć jestem skory,
Bo i najlepszym z ziemi było ponad siły...

O, nie będę już kalał ust bluźnierstwa brudem...
Pań za korność przedziwny skarb mi dał w zamianie.
Chociaż jam nań pracował tylko męki trudem,
Takie mi hojne łaski spadły niespodzianie,
Że nawet życie dzisiaj jest mi świętym cudem...
O, jak smutne największe cuda twoje. Panie!...

Raz ktoś, który urąga duszom, szydząc w gniewie
- Kiedym wydziedziczony prosił o jałmużnę -
W dal mnie wiódł, skrzynię wskazał mi ciosaną w drzewie.

Jam zerwał wieko tusząc znaleźć skarby różne,
Dziwy bogactw i kruszców, o których świat nie wie,
Ale serce sosnowej skrzyni było próżne...

Wtedy ja, smutny, we łzach, w puste skrzyni łono
- Zamknąwszy oczy - bladą zatonąłem twarzą...
A świeże deski wonią sosny niewyschnioną
Dziwną mi baśń żywiczną o głębiach puszcz gwarzą...
Jakbym spał w mchach... Wiatr w górze szumi drzew koroną..
Takich snów słodkich ziemskie puszcze nie wymarzą.

Ja świętem marzeń pustki napełniłem wnętrze...
A raz szukając próżno wyśnionej, jedynej,
Posąg dziewczyny-m ujrzał na cokołu piętrze
Stojący w lesie... Usta wśród tęsknot godziny
W biel stóp jej wpiłem... Były gorące... gorętsze
Niż stopy kochającej i żywej dziewczyny...

Nie wiem, jaki czar tajny ożywił głaz chłodny.
Posąg miłością dla mnie żył w to złote rano...
Tyłem ja zaznał cudów. Panie, choć niegodny,
Że kiedy ludzie w modłach zginają kolano
I proszą... ja nie proszę, niczego niegłodny...
Mam duszę i samotność, więc wszystko mi dano...



Czytany: 1310 razy

R E K L A M A

=>