Wieczór był słodki i cichy
Wieczór był słodki i cichy



Wieczór był słodki i cichy, gdyśmy - czy pomnisz, o, miła? -
Depcąc traw nie koszonych długie, pokładne łodygi,
Stopą wolną kroczyli, milcząc wśród świerszczy ćwierkania.
Niebo, w którym zmierzch złoto na ametysty przetapiał,
Było jak dusz naszych pole, na którym w trwożnym omroku
Kwitnąc zdały się ciche, srebrzyste kwiaty marzenia.
Jakiś lęk tajemniczy serca przenikał nam skrycie,
Że od drogi początku słowa nie rzekliśmy zgoła,
Jakby ust naszych tchnienie mogło być szronu zawiewem,
Który mrozi pąkowie pierwszych róż kwietnia zmiennego.
Jednak była to chwila, ta jedna losem zdarzona,
Gdy się wszystko stać może duszom, co wyrzec się ważą
Szczęściu słowo zaklęcia sen zmieniające na jawę.
W losu tajne źrenice spojrzeć nie mieliśmy siły...
Przeszła chwila wybrana, która raz drugi nie wraca...
Wszystko, wszystko zamarło i nie ożyje już więcej. -
Kwieciu, które rąk naszych, aby je zerwać, wzywało,
Daliśmy płocho przekwitnąć i opaść płatkom upojnym,
Choć w ów wieczór przedziwny - pomnisz, czy pomnisz, o miła? -
Niebo kłoniło się samo ku naszym duszom tęskniącym,
Dłoniom kośby spragnionym podając sierp księżycowy.



Czytany: 2773 razy

R E K L A M A

=>