Biała fantazja
Śnieżyca, zmierzchem z drobnej poczęta kurzawki,
Jak łabędź boski spadła nocą na Łazienki.
Otuliła park cały w swych skrzydeł puch miękki
I pierzynami puste zaścieliła ławki.

Otchłań bieli. Ciemnieją tylko w drzewach kawki
I wysmukła sylweta łaskawej sarenki,
Króra zbliża się ufnie do przechodnia ręki
Nurzającego w zaspach do kolan nogawki.

Zasuła też lawiny cudna katastrofa
Marmurowy siedzadzy posąg filozofa,
Co, zasłuchany w wiatrow nadrzewną gonitwę,
Z twarzą, którą oblepia śniegu piana świeża,
Czeka w todze bez ruchu, jakby u balwierza,
Który odszedł na chwilę, by wyostrzyć brzytwę.


Czytany: 2599 razy

R E K L A M A

=>