Faun studzienny
Teraz, gdy na omdlałym w suszy horyzoncie
Legła w żar rozpalona słońcem lipca spieka,
Gdym studni wśród drzew dopadł, przybywszy z daleka -
Teraz mi, chłodne wiewy, poszumem owiońcie

Tego fauna, co stoi w leśnym parku kącie,
A z ust mu marmurowych szemrząco wycieka
Srebrzystej, cienkiej strugi nieustanna rzeka
W konchy, by z nich spłynąwszy zniknąć w traw zaplącie.

Mówcie mu, gdy gorączkę gasić będę w zdroju,
Że nie zna on mąk drogi: skwaru potu, znoju,
Stojąc pod chłodną pieczą starych drzew i cienia.

Lecz usta jego, śpiewnym wód wymowne gwarem,
Darząc kruże kamienne krynicznym nadmiarem,
Rozkoszy gaszonego nie znają pragnienia.


Czytany: 1378 razy

R E K L A M A

=>