Ballada druga
Straszne widzenie nocne! Bóg nas miej w swej pieczy!
Tłum wył: "e;Spełniony sen nasz i cel naszych dróg!"e;
Wszystko im się skończyło... Biedny szał człowieczy!...
Zebraii swoich łanów żniwne plony w stóg...
Do śmierci opatrzyli wszelki spichrz i bróg...
Oszczędność odmierzyła im zapas zwyczajny
Na każdy dzień... Jeść będzie spokojnie syn, wnuk...
Niech gardzi sytym szczęściem, kto nie jest sprzedajny!...

Precz, chorobo dosytu, z której nic nie leczy!
Zabiegliwość wycięła wszelki las, dąb, buk,
By drzewa grom nie spalił, co puszcze kaleczy,
Nie strzaskał bez użytku wichr dmący w burz róg...
Na opał poszła biała tarnina i głóg...
Odarty z nieużytku kwiecia - smug rodzajny...
Zasób dozgonny... Nikt już nie zasieje włók...
Niech gardzi sytym szczęściem, kto nie jest sprzedajny!

My, jeśli tańczyć mamy, tańczmy wśród stu mieczy!
Gdy spać, to niebezpiecznie, nad bezdnią, bez trwóg!
Cieszyć się wszystkim, czemu kto inny złorzeczy,
A jeżeli napinać, to najcięższy łuk!
A gdy żyjesz bez troski, to zaciągnij dług
Na jak największą lichwę! Kruszec złotodajny
Rzuć w cudze ręce, choć go twój wyorze pług...
Niech gardzi sytym szczęściem, kto nie jest sprzedajny!

Przesłanie:
Kochanko! Dziś do ciebie przyjdę... Bądź bez sług...
Gdy szczęście za mną przyjdzie, niech wstrzyma krok tajny
Za drzwiami, podsłuchując... Wzbroń mu wejść przez próg...
Niech gardzi sytym szczęściem, kto nie jest sprzedajny...


Czytany: 1454 razy

R E K L A M A

=>