* * *
Nie wiem, kto jesteś -- ledwo kilka razy
widziałem ciebie -- za każdym widzeniem
pierś ma się dziwnym podnosi wzruszeniem,
serce szalonym poczyna bić tętnem,
a usta moje palą te wyrazy,
które bym tylko w omdleniu namiętnem,
patrząc ci w oczy, wymówił westchnieniem.

Rozkosz i boleść czuje, gdy cię widzę,
i zdaje mi się, że cię kochać musze,
i zdaje mi się, że cię nienawidzę --
przekląłbym ciebie i oddał ci duszę.

Na myśl rozkoszy, jaka twój dać może
uścisk kobiecy, oszaleć się boję --
szukając ciebie, spotkania się trwożę --
trucizną są mi cudne oczy twoje,
oczy błękitne i senne, jak morze.

Na sama myśl te, gdy cię półomdlałą
widzę w snach moich z lawy i płomienia,
gdy dłutem z ognia rzeźbię twoje ciało,
każdy kształt ciała, co gdy opierścieni,
zmysły w huragan i krew w burze zmieni:
na samą myśl te bliskim jest omdlenia.

Tonąc w srebrzystym ócz twoich błękicie
pod stopy twoje rzuciłbym me życie,
a razem żądzę czuwam szaloną
zabić cię jednym oczu moich błyskiem,
bo wołałbym cię śmierci poślubiona
widzieć, niż z innym splecioną uściskiem...



Czytany: 1785 razy

R E K L A M A

=>