Przechodzień
Zgony liliowe w pustce nad drogą.
I nic - i bezbrzeż traw!
Do traw bezbrzeży i do nikogo
Wołałem: "Zbaw mnie, zbaw"

A szedł przechodzień... Nie wiem, dlaczego
Dłonią mi podał znak.
Może pomyślał, że to do niego.
Do niego wołam tak!

A była cisza, jakby świat minął -
Trwał jeszcze słońca brzeg -
A on na ciszę oczami skinął.
Zrozumiał coś i rzekł:

"Nie mam ni chleba, ni sił ni domu!
Jak ty - bez jutra łkam.
To - ja, nieznany z klęski nikomu!
To - ja! ten sam, ten sam!

Śmierć moja w jarach namiot rozpina.
Zagrodę - spalił wróg.
Gdy przedostatnia bije godzina.
Sny niszczy Bóg, sam Bóg!

Lecz ufam jeszcze jednemu snowi,
Że się wypełni w czas!
Cokolwiek zorza w tym śnie zróżowi.
Podzielę między nas!"

I przysiągł wierność mojej żałobie
Na wszystkie życia dnie!
I dłonie, dłonie podajmy obie,
I zbawił, zbawił mnie!


Czytany: 2796 razy


=>