Wieczorem
Wieczorem było, wieczorem.
Gdy zorza gasła nad borem.
Dzienny ulatniał się skwar,
Rosa nam spadła na głowy
I zmierzchem dymił się jar,
Jar kalinowy.

Z daleka idzie, z daleka
Ten mrok. co kwiatów się zrzeka.
Gdy płosząc ospałą woń.
Chłód powiał nad pola zżęte.
O moją zagrzałaś skroń
Dłonie zziębnięte.

Nie wolno patrzeć, nie wolno
Bez pieszczot w demność dokolną!
Zbłąkanych w obszarach pól.
Nie złączy żaden sen złoty
Ni lęk, ni zgroza, ni ból.
Nic - prócz pieszczoty!


Czytany: 3774 razy


=>