Dni. I

Czarno-biaie cmentarze błędnych fortepianów
za zamglonym, słonecznym, niedzielnym powietrzem.
Dźwięki słońcem przez sito podwórka cedzone,
nie zaczęte i mdławe, nie skończone jeszcze.
Czas ciągliwie i długo zawisły w firankach
nie przepuszcza na pokój złocistych strumieni.
Hałas dnia powszedniego świętem bezrobotny...
Wieje chłodem kamienny z grafitowych sieni.
Po klombach papierowe kwiaty nastroszone
szeleszczą twardą bielą jaskrawo, mieszczańsko.
Ludzie kopią butami szarymi od kurzu
ulicę odświętnialą, wspólną i bezpańską.

Dzień jest powyszywany w koślawe litery,
z poduszek godzin prute po nitce chwilami,
długa, płacząca ciszą tęsknota się piętrzy
naprzeciw; Życie płynie jednostajnie z nami...



Czytany: 698 razy


=>

Najnowsze


























Top czytanych


























Top Autorzy


























Top Użytkownicy


























Używamy plików cookies, aby ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. co to są pliki cookie? . WIEM, ZAMKNIJ