Skrzydła Anioła
Panie Boże, a ja znów nad przepaścią!
To nie ja do brzegu skały się zbliżam,
To skalna otchłań za mną człapie, wciąga-
Głazy się kruszą łoskotem lawiny.

Deszczyk zacina, a wiatr nie ustaje,
Ślisko i mokro, i wiecznie ponuro,
Krzyczą spadające w przepaść kamienie-
Ich grzmot smutnym myślom echem wtóruje.

Ręce i kolana do krwi podarte,
Nie mam sił przed grozą wiecznie uciekać!
Bezsilność i marazm duszę ogarnia,
Myśli razem z lawiną lecą w przepaść.

Usiądę na porośniętych mchem skałkach
Przy ostrej krawędzi- lecz wciąż na górze!
Mój Boże, Ty mnie z Nieba widzisz przecież!
A Bóg: uchwyć skrzydła Anioła Stróża.

Czytany: 124 razy


=>