Zaglądam do dnia

a on pejzaże,
zasnuł tak szczelnie, że nic nie widać.
Nawet gałęzie drzew pod oknami
w tej szarej masie, uczą się pływać.

A ja na przekór błękitną strzałę,
utkaną z samych serdecznych myśli,
wypuszczam z dłoni. W przestrzeń już leci.
Niechaj rozpala uśmiechu iskry,

odmierza ciepłem godziny wszystkie,
wstawi się także za mgłą rozlaną.
Cóż ona winna, że tulić lubi,
strzępiasto-lotnym dotykiem ramion.

Maryla

Czytany: 102 razy

R E K L A M A

=>