Pacyfikacja wsi podczas okupacji niemieckiej
Schowała się w czerwieni maków- ostatkiem sił,
Prosząc Pana Boga, by kwitnąca polana
W niczym nie odróżniała się od koloru krwi,
?Jak to ukryć, że jej dusza w ciele została??

Przed oczyma widziała buty esesmana,
Broń maszynowa wydawała złowieszczy ton,
Nocne niebo pobladło, to od ognia łuna,
Strach przygniótł do ziemi, dusił spalenizny swąd.

Przez chwilę słyszała krzyki- ból i żal, i strach,
Tak świat opuszali ludzie-trawieni ogniem,
Aż w końcu oprawcy odjechali, ogień zgasł,
Świt zastał śmiertelną pustkę, zgliszcza i trwogę.

Słońce nie przyświeca dzisiaj jasno- z radością,
Nie śmie oświetlać pożogi, bo to świeży grób,
Niebo jakby na pół rozdarte, ranne, krwiste,
To zmęczonym duszom otworzył ramiona Bóg.

Wyszła z tych czerwonych maków, woła do Nieba,
-Jestem sama! Czemu mnie ocaliłeś ?Jak żyć?-
Ptaki zamilkły widząc hitlerowską zbrodnię,
Nagle zmarłych głos ?O ludobójstwie mów, potwierdź!



Czytany: 67 razy

R E K L A M A

=>