cześć
że cierpię, choć nie mam prawa,
że się raduję, choć nie mam przyzwolenia,
że pragnę, choć jest to wbrew wszystkiemu,
że mnie boli, choć nie mam twej zgody na ten ból,
że anioła swego stróża, posłałem
by duszy twej strzegł dożywotnio,
że od piekieł moją duszę wybawiasz,
gdy za twoją szepczę modlitwy,
widzisz?, ile mnie kosztuje ten mój wzrok obojętny,
ileż miny zwykłej pozór spustoszenia w sercu czyni?
widzisz?, ile głos twój ran mi zadaje,
gdy w drgania wprawia bębenki uszu moich,
co tak łakną jego kojącego tonu,
rany takie słodkie mi są niby najprzedniejsze miody,
widzisz?, łzy co się cisną do oczu,
a ja, je w swym wnętrzu dławię,
słyszysz?, skowyt duszy,
słyszysz?, serca skamlenie,
gdy widzę cię, mocarna, stalowa dłoń
tęsknoty zaciska swe palce na mej krtani,
gdy słyszę cię, wszystko powraca,
jakby dziś, tyle, że przyprawione
piołunu goryczą czasu przeszłego,
jakiej implozji w umyśle moim trzeba,
by zmieścić, zawrzeć, scalić,
te prawdy, obietnice i pragnienia wszystkie,
w jednym,
zdawkowym,
potocznym,
banalnym,
ot tak rzuconym,
       cześć

Czytany: 52 razy

R E K L A M A

=>