O poranku [Powoli napływa świtu złotość cicha]
Powoli napływa świtu złotość cicha
przystaje na moment jakby chciała wstrzymać
strumień kołyszący się na horyzoncie
chcąc dopomóc nocy szaty z cieni dźwigać

lecz nieokiełznana jest moc nadchodząca
potrafi wybuchnąć rozpalonym łonem
porwać pod obłoki szaleństwem drżeń słońca
a strwożoną ciemność promieniami dojeść

w trele się zamienia ta ognistość świtu
faluje w oddechu wstającego miasta
oplata dojrzewa karmiąc minut przyśpiew
potrafi gałęzi nagość czule głaskać

tą nadzieją wiosny że nadejść już musi
do nowych wymogów dostroić koncerty
rozebrać z tęsknoty za barw urodzajem
w duszę bezmiar marzeń umiejętnie wkręcić

Maria Polak (Maryla)

Czytany: 84 razy

R E K L A M A

=>