Śnieżny alfabet
A kiedy grudzień pisze znaki śnieżnobiałe
Bo mu atrament wysechł całkiem czarnosiny
Cichutko płatki zwiewne na ziemię padają
Drżą też w okowach lodu naprzemienne rymy

Ech jakże tworzyć w mrozie poetyckie kwiecie
Fama po świecie krąży że to niemożliwe
Garnek też podskakuje gdy para zeń leci
Hale w Bieszczadach płoną w barwach urokliwych

I gdy nadejdzie odwilż metafory bledną
Jak ziarno które spadło w kamienistą glebę
Kolorów szafa pełna ale brak mi Ciebie
Listowie szron przyprószył i czuję się nędznie

Małe stworzenia wszelkie również w chodzie marzną
Niebo jest szarobure ptaszek nie chce ćwierkać
Oddech nozdrza zatyka palcom w butach ciasno
Parapet oszroniony krą jest skuta rzeka

Rozmarzyć by się zdało jak tropiki płoną
Stada bawołów pędzą w piaszczystej gęstwinie
To nic że wraz ze styczniem zima do nas woła
Uszatka ciepła gniecie a miesiąc wnet minie

Wichury i zawieje krajobraz opuszczą
Yachty szybko wypłyną w szmaragdowe morza
Za kilka też miesięcy rozśpiewa się puszcza
Żagle będą łopotać w promienistej zorzy

Czytany: 102 razy

R E K L A M A

=>