Stanęłam nad krawędzią pustki
Stanęłam nad krawędzią pustki.
Słowa nie plotą lin ochronnych,
myśl, co goniła promień słońca,
zaglądać nie chce ciepłem w oczy.

Wszystko jest jakby nierealne,
bezkształtne, barw i światła skąpi.
Jak mam, więc dzisiaj coś napisać,
pogodną ścieżkę, jak mam odkryć?

Czuję, że życie płynie obok,
wirem szalonym plącze sprawy,
a ja bezmyślnie patrząc ? czekam,
czy zechce jeszcze z lśnieniem trafić.

Czy zgubi ciemność, która u drzwi
stoi, podpełza bezszelestnie,
gasi nadzieję, myśl zaburza,
słabością głośno nieraz brzęknie?

03.01.2019 r.
Maria Polak (Maryla)

Czytany: 129 razy

R E K L A M A

=>