Konna rymowana zabawa słowem


Gdy konie uciekały z pastwiska poprzez łąki
Śledziona im zagrała wnet w cwał ruszyły skokiem
Ogony miały w górze puszczając głośne bąki
Stajenny szedł spokojnie marszowym ostrym krokiem

Powoli palił fajkę a wietrzyk dym rozwiewał
Mijały w pędzie trawę zginały się też drzewa
I smarkał na grunt płaski pod niosem kląc donośnie
A niechby je cholera pomyślę dziś o wiośnie

A one rżały głośno bo czuły też zabawę
Mijając pędem krzewy i lekceważąc trawę
Kopyta wybijały marsz ślubny Mendelsona
Stajenny klął pod nosem zwiewają niechaj skonam

Popluję chyba w trąbkę to może je zatrzyma
Nie jestem zjawiskowy jak cudowna dziewczyna
Mam lico kostropate nie gładkie jak malina
Szlag jasny uciekają czasami też tak bywa

Za cienką mam kasiorę na takie wygibasy
Potwory te chromolę nie złapie mnie półpasiec
Zadeptał papierosa wbił w ziemię go obcasem
Wnet słońce go rozgrzało widoczne w pełnej krasie

Robota durnowata tak na głos ją oceniał
Nie jestem przecież katem nie robię za jelenia
Haruję świątek piątek i wcale się nie lenię
Kopały mnie potwory aż nosem ryłem w ziemi
Po słońcu przyjdzie nocka a księżyc będzie w pełni

Czytany: 76 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: