Stalowa tęcza.



Afirmowałem pogodne baśnie.
Chciałem zapomnieć o życia brzemieniu.
Zanim płomień życia nie zgaśnie...
Napisałem kilka wierszy w natchnieniu.

Zwłaszcza o moim garbatym losie.
Uczyłem się zwalczać pech pracowitością.
Bo mogło być już tylko gorzej.
Zbyt mocno nauczyłem się żyć z samotnością.

W moim życiu była śmierć, choroby i straty.
Nie będę się jednak z tobą licytował...
Może też masz los chronicznie garbaty?
Wiedz jednak, że nade mną nikt się nie litował.

Nauczyłem się władać pogodą ducha.
Chociaż czasem gasi ją cień z przeszłości.
Niekiedy Bóg moich próśb wysłucha...
Z wyjątkiem tych o szalonej miłości.

Dlatego też lubię wiersze zakochane.
Namiastką są tego, co się nie spełniło.
Mimo to życie wiodę wspaniałe.
Względną równowagą się wypełniło.

Tylko czasem staję się jak wilk czujny.
Doświadczanie katastrof uczy mądrości.
Bywam wtedy odrobinę czupurny.
Sam nie wiem dlaczego nie chcę ustąpić?

Udzielam z chęcią kredytu zaufania.
Bo w prawie każdym jest pragnienie dobroci.
Niektórym jednak złość rozum przesłania.
Wtedy daję powód do prawdziwej złości.

Pokonanemu lubię dłoń na zgodę podawać.
Życie nie może wojnami być wypełnione.
Kiedyś relację z życia będę Bogu zdawać.
Powiem Mu: wszystkie zadania sukcesem zakończone.

A jeśli śmierć jest końcem wszystkiego?
W nicości nie będę poświęcenia żałować.
Warto dać wszystko dla kogoś bliskiego.
Może większe szczęście od mojego wyhodować!

Oskar Wizard


Czytany: 117 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: