Pyskata baba - satyra


Nie cierpię jak baba wciąż szczeka
Słowami mnie ciągle opluwa
Z ust pryska jej ślina jak rzeka
Spływając na moje obuwie

To wirus wścieklizny szaleje
Wykluwa się czasem przez miesiąc
A soki pochwowe ją grzeją
Dlatego babola tak niesie

Więc gryzie i drapie jak wściekła
Za mały biustonosz ją ciśnie
Choć krzepka cholera jak rzepa
To robi tak z dużym rozmysłem

Czytany: 107 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: