Wszystkie karpie idą do Nieba.*



Zgubiliśmy gdzieś na pasterce Stefana.
Po kilku promilach to nic niezwykłego.
Wigilię rozpoczęliśmy od rana.
Stół się uginał od jedzenia postnego.

Na pasterce zaś śpiewaliśmy pieśni Dziecinie.
Tylko Janusz milczał, bo ma siedmioro dzieci.
Nie lubi ich, chociaż za ,,500+” żyje.
Po tym śpiewaniu byliśmy jak Święci.

Pokonały nas karpie, pierogi, bigosy…
Zygmunta pogotowie zabrało od tego postu.
Ledwie uniknął Śmierci kosy!
Kalorie chciały zabić po prostu.

W Pierwszy Dzień Świąt ponowne chlanie.
Byliśmy w kościele, bo taka tradycja…
Niewiele kasy po Świętach zostanie…
Najgorsze, że grozi nam prohibicja!

Uważam, że czas spędziliśmy pobożnie.
Bo wszystkie plany się wypełniło.
Chociaż w przyszłość patrzę nieco trwożnie…
Bo w naszym życiu nic się nie zmieniło.

Patrzą z śmietnika nadżarte karpie…
Choinka spaliła się od ślicznych świeczek…
Od tego śpiewania drapie mnie w gardle…
Ale jest ze mnie pobożny człowieczek!


Oskar Wizard

*- Historia wymyślona.


Czytany: 117 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: