Starość
Starość

Znów papieros w dłoni pali się powoli
Myśli biegną szybko swoim własnym torem
Szlak swój wyznaczają, którego ślad boli
I obrazy rysują przemiennym kolorem

Siwy włos na skroni srebrzy się i mieni
Zmartwień zna tysiące, problemy, rozterki
Duch przeszłości woła, gra świateł i cieni
Rachunek sumienia rozpatruję wielki

Czym to moje życie było i czym kiedyś będzie ?
Historią porażek czy pasmem sukcesów ?
Dzieło Wszechmocnego znam i widzę wszędzie
Przy którym ma praca to suma oddechów

Budowałem domy, boiska i szkoły
Parki i ogrody, dworki i pałace
Drzewo posadziłem niejedno z mozołem
Za brak syna jednak dużą cenę płacę

Kobiet miałem kilka jak każdy mężczyzna
Ale żadna ze mną nie była za długo
Na mym sercu jednak krwawi stara blizna
I nie chce być nigdy politycznym sługą

Znów sobie wspominam Twoje piękne oczy
Wpatrzone we mnie chciwie, błyszczące uśmiechem
Tak jakbym cię właśnie mile czymś zaskoczył
Ten obraz wraca do mnie nieskończonym echem

Miłość to wielka siła, jest jak grawitacja
Choć chciałem przed nią uciec nic z tego nie wyszło
Dziś co dzień pamięcią do naszych chwil wracam
Jak rakieta przez kosmos pędząc w ciemną przyszłość

(c) Kmicitz 2015

Czytany: 107 razy

R E K L A M A

=>