Miasto żałoby


Wychodzę w godzinach dopołudniowych ze swoich pustych czterech ścian.
Udaję się do centrum miasta, odwiedzić przyjaciół z mojej uczelni , gdzie pracowałem 30 lat jako nauczyciel akademicki.
Anonimowy tłum w autobusie.
Witają mnie ludzie w moim wieku. Wymieniają mój tytuł. Podaję im rękę.
Przyjaciół nie zastaję. Jest okres zaliczeń przed przerwą semestralną.
Powrót do pustego domu. Od śmierci żony upłynęło niecałe dziewięć miesięcy.
Modlę się za jej duszę w autobusie.
Skromny posiłek – czyli obiad. Parówka, bułeczka i herbata.
Dzieci od dawna na swoim.
Kotka domowa odeszła na rajskie łąki, sześć miesięcy po śmierci mojej małżonki.
Komórka milczy. Skrzynka mailowa pusta. Skype również milczy.
Widzę przez balkon pojedynczych ludzi poruszających się po osiedlu.
Klatka schodowa pusta. Mieszkania zamknięte na głucho.
Wyobcowanie całkowite.

Czytany: 42 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: