Wyrok


Po środku nocy weszli do domu,
Aby rozpocząć proces pogromu.
Jarzmem terroru na naród siedli,
Nieopisanej ludzkiej tragedii.

Czasu nie dali na pakowanie.
Skazali wszystkich hen na zesłanie.
Całe rodziny przemocą brali.
Tych co oporni rozstrzeliwali.

U płotów matki klęczą spłakane,
Na pamięć dzieci bo roztrzaskane.
Haniebną siłę pokazywali,
Morale, godność ofiar łamali.

Mordując w bestialskiej konsekwencji,
Chciała się pozbyć inteligencji,
Do Polski pogardą przepojona,
Oręż "komuny" armia czerwona.

Gdy na bocznicach nieszczęśni stali,
Z musu pod siebie się "załatwiali".
Zanim transporty skompletowano,
Całe tygodnie na dworcach stano.

Te żywe groby mogli otworzyć,
By trupy wyjąć i nowych włożyć.
Mrowia przetrwałe bez ducha były,
Składy na Sybir wolno ruszyły.

Wieczność mijała. Oni wciąż stali.
Z chorób i z zimna, z głodu padali.
Wciąż bezprzytomnie z głodem walczyli,
Gdy przegrywali, życiem płacili.

Garstka nieliczna stamtąd wróciła.
W okowach smutku na codzień żyła.
Trudno zapomnieć, przebaczyć w złości,
Gdy nocą wracał koszmar przeszłości.

Niebo już czeka na rozliczenie:
Za Waszą krew, za Wasze cierpienie,
Za Waszą krzywdę me serce płacze -
Ja Bóg, Ja nigdy im nie wybaczę.



Czytany: 1230 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: