Elegia o generale Andersie
Poczty sztandarowe stają równo w szeregach,
Wiosennym pogodnym rankiem do defilady.
Ponad głowami komenda: "e;Równaj"e;przebiega.
Dowódca daje znak rozpoczęcia parady.

Prezydent, były stoczniowiec powiewa flagą,
Przyjmując spontaniczność trzeciomajowych mas.
Kompania Honorowa pręży się z powagą,
Z oczekujących tłumów tryska polskości blask.

Buława dyrygenta hymn w niebo wypuszcza:
"e;Jeszcze Polska nie zginęła...,"e; w przedzie śpiewają.
Jakimś dławiącym kaszlem ktoś zwrotkę przepuszcza,
Kombatanci gdzieś z tyłu oddech nabierają.

"e;Z ziemi włoskiej do Polski...,"e; z płuc im wyskakuje -
Resztki Drugiego Korpusu, ich święte prawo.
Zdzierają czapki z głów, nikt im nie rozkazuje,
Dla ciebie stoją tu dziś, najdroższa Warszawo.

W hołdzie wielkiemu dowódcy generałowi,
Który zrzucenia okupacji nie doczekał,
Z najdzielniejszych z nas, ojczyzny bohaterowi,
Który uparcie sprawiedliwości dociekał.

W rosyjskim zaborze wolność kraju witając,
Jako oficer wierność rządowi ślubuje,
Z honorem etyki żołnierskiej przestrzegając,
Szturm bolszewików wraz z innymi powstrzymuje.

Ścigając komunistyczną bosą hołotę,
Twojej wolności młodziutkiej Warszawo bronił.
Przepędził leninowską zarazę z powrotem,
Gdyby nie dowódcy, pod Moskwę by gonił.

"e;Polska Swemu Obrońcy,"e; odznaczenie głosi.
Wdzięczność, szacunek, od ludu umiłowanie.
Za miedzą faszyzm. Znów na wojnę się zanosi -
Mszczą się: błędy rządzących, postępowanie.

Napad hitlerowców ile sił powstrzymuje,
Ich towarzyszy broni - to znowu moskale,
Krwią własną z ran, pola bitewne obryzguje -
Chwytają rannego stalinowscy szakale.

Posmak: sprawiedliwości "e;czerwonych sztandarów,"e;
Wyzutych z wszelkiej etyki i człowieczeństwa,
Bestialskich tortur - klasy robotniczej darów -
Dostaje za polskość w przybytkach okrucieństwa.

W celach zbrodni radzieckich kazamatów konał:
Z prawem śmierci, zaparcia się swego narodu.
Los egzekucji generała nie wykonał.
Mimo cierpień fizycznych, opuszczenia chłodu,

Podniósł go z dołów więziennego upodlenia,
Funkcję dowódcy ponownie mu powierzając,
Z zaszczytną misją Polskiego Wojska tworzenia,
Ze swym własnym katem Stalinem go stykając.

Kremlowski zbrodniarz nieugięty kark swój schylił.
Mordercę narodów chwila słabości zgięła.
Bramy "e;czerwonego raju"e; - piekła uchylił.
Wyszła rzesza, która w łagrach nie poginęła.

Irańska ziemia pochowała jeszcze wielu,
Ofiary "e;bolszewii"e; co masakrom umknęli,
Wyniszczonych desperatów prących do celu,
Żegnając w drodze tych co padli - zniknęli.

Ludzkie szkielety jedynie nie docierały,
I "e;dochodiagi"e;* konające z wycieńczenia.
Tych biednych mogiły zesłaniowe chowały,
Wrzucając w otchłań niebytu i zapomnienia.

Po wyjściu z ziemi sowieckiej, lądu niewoli,
Wrota heroizmu i chwały odemknięto.
By zrzucić jarzmo hitlerowskiej niedoli,
W armie sprzymierzonych Drugi Korpus wetknięto.

Generał Anders szeregi współprzygotował,
Na włoską ziemię śladami przodków wkraczając.
Karną formację przeciw Niemcom przyszykował -
Marsz zwycięstwa swych żołnierzy rozpoczynając.

Majową nocą Monte Cassino zadrżało.
Twierdza na wzgórzu lawiną ognia zionęła.
Szturmujących orłów całe mrowie padało -
Fala za falą biało - czerwonych sunęła.

Chrzest bojowy był początkiem - końcem dla wielu.
Skały i beton podczas ataków topniały.
Sunąc po rzekach poległych i krwi do celu,
Oddziały polskie obronę Niemców zgniatały.

Bastion oporu pękł pod morderczym atakiem.
Wielodniową bitwę sukcesem zakończając.
W zachłyśnięciu nad faszyzmem zwycięstwa smakiem,
Jedyną drogę na wieczny Rzym otwierając.

Rozbłysk nadziei oświetlił chmury burzowe,
Coraz intensywniej przyszłość pokrywające,
Godząc blaskiem oślepiającym w rany nowe,
Rozszarpując zabliźnione, znów ropiejące.

Pozorna Wolność niesiona na skrzydłach chwały,
Przyodziana zewnętrznie frazesów nagością,
Odległej ojczyźnie dając ład zwyrodniały,
Popadła w deformację własną bezwstydnością.

Opięte ciasnym płaszczem zrozumienia zdrady,
Podstępnie władze prawowite wywłaszczając,
Haniebne dowództwa Sprzymierzonych układy,
Z terroru nazizmu w bolszewicki wpychają.

W osamotnieniu łez, pięść powstania uderza,
To twoje Dzieci Warszawo za broń chwytają.
Chwila swobody przez twe ulice przebiega,
Powstańcy serca gorące ci poświęcają.

Z dala od ognia Śródmieścia , Starego Miasta,
Od zgiełku zmagań, egzekucji cywili,
Gdzie twój desperacki znój niechęcią obrastał,
Wielcy świata na agonię twoją patrzyli.

Mimo usilnych zabiegów dyplomatycznych,
Pomoc dla walczących mieszkańców nie nadeszła.
Po drugiej stronie łun, armia mas gigantycznych,
Raz kiedy trzeba było, przez Wisłę nie przeszła.

Masakrze setek tysięcy się przyglądali,
Białe flagi nad popiołami oklaskując.
U stóp płonącej pochodni wszechczasów stali,
Zwłoki nadziei żądłem propagandy kłując.

Siły Zbrojne (w tym Armia Krajowa) Andersa,
Sprawującego funkcję Wodza Naczelnego,
Kolaborantem faszyzmu czyni oszczerca,
Za bohaterski trud boju wyzwoleńczego.

Haniebne mordy, więzienia, nowe zesłania,
"e;Wyzwoliciele"e; radzieccy przyprowadzili.
Na nic się zdały modlitwy, nawoływania.
Alianci we krwi zdrady Polskę utopili.

"e;Każąca ręka sprawiedliwości dziejowej,"e;
Dla z najdzielniejszych z narodów procesy toczy,
Zsyłając smutny okres "e;władzy ludowej,"e;
Uzurpatorów, dziesięciolecia przemocy,

Ginąc z czasem w kipiących otmętach protestów,
Ofiar powstańczych Budapesztu czy Poznania,
Pragi czeskiej, Gdańska, mścicieli Bukaresztu -
Fazy "e;komuny"e; solidarnego przegnania.

Władysław Anders wódz, generał nie doczekał -
To podkomendni jego, hołd mu składają.
Skupiona garść weteranów na placu czeka,
Gdzie łzy nad Zwycięstwem różne wartości mają.



Czytany: 2676 razy

R E K L A M A

=>