świtem (gdzieś za linią horyzontu)




Gdzieś za linią horyzontu
złoża złota pną się w górę
nieuświadomioną myślą
piękno nieuchwytne czuję

blask ozdabia chmur kontury
w mgiełce lekkiej się rozprasza
kładzie w smugach się na wodzie
tonią mknie rozbłysków szarża

to co było niecierpliwe
pod dotknięciem głaśnięć wody
uspakaja się wycisza
zmarszczki cieni światłem zdobi

Czytany: 108 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: