na przekór




na przekór burzom zakrętom losu
jesiennym targom i włosom siwym
patrząc na niebo zbieram marzenia
z nimi dyskretnie nabieram siły

i dom buduję z ciepłych uśmiechów
gdzie czułość troska ma trwałe miejsce
my choć jesienni kwitniemy wiosną
gwiazdy spraszamy ust cichym drżeniem

spokój rozlany w szklanki co rano
aromat niesie przytuleń słodkich
utrwala pamięć o objęć cudzie
pieczętowanym rytmem miłości

nie szukam odbić w lustrach zszarzałych
patrzę jak motyl na dłoni siada
wypełnia sensem barw dom przyjazny
napełnia ciepłem zmarszczki wygładza

skraplam się wsiąkam w chwilę bezcenną
gdzie dobre słowo chlebem codziennym
uczuć posłańców wpuszczam gościnnie
rozświetlą ścieżki

nie chcę już cieni!

Czytany: 109 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: