Lustro

Patrzę w tęczówki zielonych oczu
Które patrzą się na mnie w lustrze
Wzrokiem przemykam po rysach zboczu
I przyglądam się źrenic pustce

Co tam się czai - w ciemnym tunelu ?
Dobre czy złe ? Mądre czy głupie ?
Wiem tylko tyle, że jest ich wielu
Twarze aniołów i czaszki trupie

Czyje to czaszki ? Czyje te twarze ?
Tego już raczej nikt nie odgadnie
Przez papier jednak wszystko przekażę
Składając słowa bardzo dokładnie
Czy będąc dzieckiem zapamiętałem
Obraz kolegów i koleżanek ?
I teraz wracam czasu kanałem
Do tamtych pięknych, dziecinnych zdarzeń ?
Czy są to obce, ludzkie oblicza ?
Postacie, których nie znam zupełnie
To wszystko w głowie sobie wyliczam
To wszystko działa w mej myśli głębi
A kim ja jestem ? Skąd się tu wziąłem ?
Jakie zadanie przede mną stoi ?
Łamany wiecznie wszechczasu kołem
Czekam aż rana znów się zagoi
Znów się zagoi i znowu pęknie
I znów żądanie w pustkę wykrzyczę
Nie widzę Ciebie, choć mówisz pięknie
Pokaż mi w końcu swoje oblicze !

(c) Kmicitz 2015

Czytany: 174 razy

R E K L A M A

=>