Wolność


Blady świt spotkał mnie w parku
Mgła woalem mnie okryła
Moim łóżkiem była ławka
Którą Skanska w ziemię wryła

Twardy granit pod butami
Moje miejsce tu wyznaczył
Myślą jednak jestem w domu
W miejscu, które czas wypaczył

Siedzę sobie cichuteńko
Tak, żeby mnie nikt nie widział
Ranny ptak już śpiewa cienko
Walczy o swój dzienny przydział

Już natura w świt się wtrąca
Słońca czeka jak zbawienia
A w południe od gorąca
Uciec pragnie w skrawek cienia

Wszyscy pracy się chwytają
Mrówki, pszczoły i zwierzęta
Mnóstwo pracy wszyscy mają
I nikt nie wie co to święta

Tylko ja spokojnie siedzę
Wszystkim bacznie się przyglądam
Pielęgnuję swoją wiedzę
Niepotrzebne resztki sprzątam

Nic nie robić - to jest sztuka
Zabić czas, choć jest bezcenny
Wyjścia z matni w głowie szukam
Korytarzem słów więziennych

(c) Kmicitz 2015

Czytany: 153 razy

R E K L A M A

=>