Szpital

Z chwilą przyjścia na świat wyrok śmierci już zapadł
Zagadka męczy mnie - co zrobić powinienem ?
W szpitalu chorych głów istnienia kolejna rata
W kalejdoskopie słów zdarzenie za zdarzeniem

Na jawie czy we śnie świadomość jest czekaniem
Cierpliwie czekam więc i zastanawiam się
Kiedy, po co i gdzie wykonać mam zadanie
Które pozwoli mi grać dalej w tą dziwną grę

Alkoholowy ciąg me kroki tu skierował
Opiekę dobrą mam, wszyscy kochają mnie
Lekarze trudzą się bym czasem nie zwariował
Bóg wie co robić mam kiedy, po co i gdzie

Z precyzją wchodzę więc w kolejny życia zakręt
Obserwatorów tłum mijam z prędkością światła
I w tajemniczą przyszłość kieruję losu okręt
Kurs biorąc na ocean poprzez cyklonu wiatrak

Światła gwiezdnych latarni znaki na niebie rysują
Odczytać próbuję je, lecz sensu w tym nie widzę
Wędrowcom niestrudzonym kres drogi obiecują
I kuszą pięknem swym, którego nienawidzę

Zabrać wszystko mi chcą moi odwieczni wrogowie
Udając przyjaciół mych pomoc niechcianą mi niosą
Lecz nie zabiorą mi tego co schowam w głowie
Internetem przemycę i z więzienia wyniosę

(c) Kmicitz 2015

Czytany: 118 razy

R E K L A M A

=>