Światło u progu dnia




Powoli podchodzi pod brzeg horyzontu
światło, co ma w sobie siłę łagodzenia
nieprzychylnych kantów zaklętych w milczeniu
i rozkwieca barwy wychodzące z cienia.

Coś się w nim przetwarza. Szelest? Dotyk? Tchnienie?
a może to tylko odkrycie radości,
gdy latawce liści wypuszcza czas jeszcze,
odkrywając pląsów miły zawsze motyw.

Dzień nie potrzebuje, nic dla siebie wcale,
rodzi chwili jasność, gdy noc się oddala.
Oddaje zaś wszystkim, owoc olśnień złotych,
jakby chciał nadzieją życie wszystkim scalać.

Każdy z nas wybiera miejsca do istnienia,
ucząc się spojrzenia na życie, czas cały.
Szczęście, jeśli przyjdzie, prezentem ulotnym,
pozwala nam dostrzec niezwykłe chwil smaki.

Czytany: 153 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: