Śmierć poety.*



nie pomogły leki
kupione za poetyckie tomiki
ani doktor przywleczony
przez wiernego czytelnika
odczynił magię bardziej
dla publiki
rzekł
puls powoli zanika

wybuchła radość
w całym domu i rodzinie
wreszcie koniec
pijackich orgii i tabunów
dziwek
a poeta marzył jeszcze
w malignie
że sławą błyszczy
jak wśród podgrzybków
prawdziwek

odetchnęła żona
dotąd mocno przytłumiona
niech diabły zabiorą
nawiedzonego idiotę
wreszcie może
wpaść w kochanka
ramiona
a ślub będzie za rok
ani chwili potem

przybiegli poeci
co przyjaźń
deklarowali
rzucają srebrniki doktorowi
by luminalem
skrócił poety
cierpienia
odpada konkurencja
więc bardzo się
uradowali
lecz złośliwiec dycha wciąż
i w umarlaka
się nie zmienia

dzieci przy pisarzu
stanęły z płaczem dookoła
bo tak je uczono
że grzecznie jest płakać
czy na stypie dają cukierki
najmniejsze woła
poczekaj biedne dziecię
woła tłum
wpierw trzeba ojca
zakopać

a gdy czekali na ostatni
oddech
wierni pretorianie
wspominali poety ścieżki
kariery finansowej
wpierw rewolucję sławił
potem głosił
prawicy kochanie
jak wiatr zawiał
takie przekonania
w herbie
nosił

nagle rozwarły
się nieba złocone
słońcem bramy
wystraszona tłuszcza
w toalecie
się zamknęła
spłynął po duszę poety
anioł
mocno zawiany
dusza zaś do raju
zgrabnym rymem
popłynęła


Oskar Wizard



*- inspiracja: "Śmierć poety"
Gałczyński Konstanty Ildefons



Czytany: 445 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: