Szalony major 11




Wołkowysk.
Niewielkie prowincjonalne miasto w województwie białostockim. Liczyło w czasach II RP jedenaście tysięcy stu mieszkańców. Major mieszkał w koszarach, lub poza nimi, bo często zmieniał mieszkania.
Bywał w kasynie, które nazywało się „ognisko”. Nawet jako człowiek już samotny nie stronił od towarzystwa. Chętnie rozmawiał przy kawie na różne tematy. Nie wątpił, że zbliżała się wojna, ale nie przewidywał jej rozmiaru, oraz drastycznej klęski. Bawił się świetnie na dancingach i nie stronił od alkoholu. Z upodobaniem pił benedyktynkę. Był to likier sporządzony na początku XVI w przez francuskich mnichów z ponad czterdziestu różnych ziół i korzeni.
Nie pił za dużo. Tyle tylko, ile przeciętny oficer. Nie żalił się na brak pieniędzy, bo pensja wystarczała mu raczej na jego potrzeby. Długów nie zaciągał.
Przebywając w Wołkowysku był świadomy tego, że nie ma już szansy na awans. Skończył karierę sportową, rozpadło się jego małżeństwo i doznał wielu upokorzeń. Zawsze rzucano mu kłody pod nogi.
4 Pułk Ułanów Zaniemeńskich był zobowiązany przez Dowództwo Okręgu Korpusu w Grodnie do przeprowadzenia mobilizacji w trybie alarmowym trzydziestu sześciu godzin. Major był odpowiedzialny za sporządzenie elaboratu mobilizacyjnego.
Na początku marca do Szwadronu Zapasowego w Wołkowysku przysłano kontrolę. Przyjechał pułkownik wraz z innym majorem. Na biurku kancelarii zobaczyli duży plik kopert mobilizacyjnych. Dowódcy szwadronu nie zastali.
Starszy wachmistrz kancelarii zameldował, że major wyjechał tydzień temu w towarzystwie niewiasty na polowanie i nie powiedział kiedy wróci. Gabinet majora majora wraz z pokojem mobilizacyjnym był zamknięty na klucz i opieczętowany. Kontrolerzy zabrali z kancelarii koperty mobilizacyjne i udali się do dowódcy garnizonu z prośbą o ich przechowanie. Pułkownik, który przeprowadził kontrolę, napisał pismo do majora, w którym podał jej następny termin. Pismo zostawił u starszego wachmistrza kancelarii.
Kontrolerzy wrócili po dziesięciu dniach i zastali podobną sytuację. Major nadal był nieobecny. Starszy wachmistrz zameldował, że major zapoznał się z pismem i następnie znowu wyjechał na polowanie nie wspominając o terminie powrotu. Przeprowadzający kontrolę pułkownik powiadomił pismem nieobecnego majora, że zawiesza go w czynnościach i oddaje pod sąd. Majorowi polecono, aby w ciągu dwóch dni zdał dowództwo Szwadronu Zapasowego oficerowi przysłanemu z pułku.
Ostateczne odejście majora z wojska rozstrzygnął dokument Biura Personalnego Ministerstwa Spraw Wojskowych, wysłany do Departamentu Kawalerii. Widnieje na nim pieczątka „poufny”. Można w nim przeczytać, że major został przeniesiony w stan spoczynku ostatniego dnia lipca przed wybuchem wojny. Ze swojego poprzedniego stanowiska w 4 Pułku Ułanów Zaniemeńskich w Wołkowysku został zdjęty na przełomie marca i kwietnia.

A przecież dziesięć lat temu świat stał przed nim otworem...

Czytany: 97 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: