Szalony major 4


Po wyjściu ze Szpitala Ujazdowskiego major udał się na postój dorożek. Sierpniowa pogoda zachęcała do przejażdżki.
- Ministerstwo Spraw Wojskowych. Nowowiejska pięć! - Jedzie się panie majorze!
Na Alejach Ujazdowskich panował tłok. Kwitły drzewa. Ludzie tłoczyli się na przystankach tramwajów i autobusów. Dorożka zręcznie omijała pojazdy. Plac na Rozdrożu , tu panował spokój. Na podwyższeniu stał policjant i regulował pałeczką ruch. Obok Ministerstwa stał rząd taksówek. Gmach go oszołomił. Z niejakim trudem trafił do Departamentu Kawalerii.
- Witam majorze. Jak zdrowie? Już dobrze? Pański szwadron czeka na pana w Grudziądzu - powiedział energiczny pułkownik.
Major dostał ostemplowany rozkaz wyjazdu, pożegnał się i wyszedł. Wsiadł w taksówkę i jadąc powoli do dworca podziwiał panoramę miasta. Taksówka mijała kamienice, gdzie na dolnych piętrach mieściły się restauracje i sklepy. Baldachimy osłaniające wystawy sklepowe
oraz markizy nad stolikami restauracji, kawiarni i hoteli dodawały ulicy Marszałkowskiej niepowtarzalnego uroku. Tutaj również były widoczne małe drzewka. Na skrzyżowaniu z Alejami Jerozolimskimi roiło się od samochodów i dorożek. Panowie w eleganckich kapeluszach mieszali się z młodymi kobietami z dziećmi, żydowskimi ortodoksami, handlarkami i warszawskimi cwaniakami z chusteczkami na szyjach i czapkami nasuniętymi głęboko na oczy.

- Do widzenia stolico. Może jeszcze ciebie zobaczę – pomyślał major.

Czytany: 99 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: