Wielki Poeta czyli wariat.


W starych dresach i bamboszach...
Pisze bzdury urojone.
Nim wyniosą go na noszach...
Zgubi męża albo żonę.

Łyka jak koń cukier komplementy.
Łasi się do poetów innych...
By mu dały punkty nawet męty...
I okrzyknęły twórcą słów ślicznych.

Panie doktorze, dziękuję za pigułki!
Wreszcie grypa odchodzi i wena na skórze zanika...
Lecz proszę, oto nowy wiersz z górnej półki!
Dlaczego pan z przerażeniem ucieka i znika?

Ja pana otulę tęczą i słoneczkami!
Pójdziemy przez las przytuleni...
A potem okryję buziaczkami!
Doktorze, niech pan nie ucieka do Czeczenii!

I chodzi poeta w dresach po domu...
Wszyscy sąsiedzi mają go za wariata.
Włącza stary komputer czyli kilo złomu...
Dzień cały głupawe wiersze splata...

I nagle budzik zrywa mnie na nogi...
Jaki koszmarny sen miałem...
Przy mnie żony i dzieci uśmiech błogi...
Dobrze, że nigdy wielkim poetą nie zostałem!


Oskar Wizard


Czytany: 541 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: