Być albo śnić




Używam magicznej różdżki.
Galaktyki mam
na odległość poduszki.
Więc może oczęta zmrużę?
Zatrzymam ich widok
nieco na dłużej?
Niestety, pies gryzie
za łydkę mnie...
Otwieram oczy
i już nie śpię...
Galaktyki diabli zabrały...
Ja nadal jestem ospały.
Dzielę się
z psem kanapką...
On gładzi mnie
swoją łapką.
Przyda nam się
jeszcze snu chwila...
Czujemy jak spokój
znów się przybliża.
Gdy człowiek
(i pies również)
zaspokoi potrzeby...
Spokojnym się staje
i zaczyna marzeń
lot podniebny.
Przynajmniej tak latając
po galaktykach i kosmosie...
... mogę mieć sprzątanie
i zmywanie
w nosie!


Oskar Wizard


Czytany: 1843 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: