Na krawędzi horyzontu


Jeszcze ciemno lecz z daleko,
na krawędzi horyzontu,
otworzyła się powieka
dając z nieba wyjrzeć słońcu.

Straże przednie ognistego
róż i złoto niosły w dłoniach.
Twarze miały nieugięte,
kroplą chłodu drżąc na skroniach.

Toczyć je zaczęły srebrem,
niczym perły snów ożywczych.
Snop promieni, co się przedarł,
stworzył obraz jasny, czysty.

Barw paletą delikatnie
- harmonijna nieba tkliwość,
kładzie się pod pędzel lekko,
aby kształty ciepłem ująć.

W takiej chwili wszystko cichnie,
błękitnieje nieba przestrzeń.
Fiolet się przeplata różem,
uzyskując tła korektę.

To, co dobre, sercu miłe,
niechaj wpływa w świtu wrota
i napina zmysły wszystkie,
wielbiąc światła cudny pokaz.
26.03.2010 r.

Czytany: 216 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: