Blues
Jestem leniem, najleniwszym
Leniem na świecie. Śpię dniem
Gdy chcę. Aż mi twarz opuchnie
Aż zmiędlony uśmiech
Jest gorący i suchy. Ja
Słodycze jem i ciasta
Przed obiadem. Śmietana i krem
Na pieczywo kładę dżem
I gnuśnie przerabiam w brzuchu
W żółte podskórne kluchy.
Czasem przy niedzielnym obiedzie   
W piżamie siedzę w nieładzie
Z tasiemką zwisającą do ziemi
Nie przyszytą. Wiele dni
Nie ćwiczyłem, choć się zbieram
I mając ten zamiar, pocieram
Brzuch i leżę. Co gorsze
Leniwe są moje wiersze
Zgłoskowe zamiast jambicznych,
Krzywe i nierytmiczne,
Krótkie, gdy inni w utworach
Tworzą tomy. I na przykład wczoraj:
Nie pracowałem!
Siadam w auto i prowadź
Po pasażach kupować
Skarpety, majtki, gadżety
Za cudze i na kredyt.

Pomyśleć, że jako dziecko
Miałem tylko jedną nieobecność
Dodatkowe lekcje co dzień
O czwartej czterdzieści pięć
W soboty, łatwe na początku
Aż do trudnych koło piątku.
Pomyśleć, że znałem tylko pośpiech,
Pilność biegu szczurów po ser
I imigrantów, radio stale
Nastawione na tą samą falę
Co mówi o ścieżce awansu
Plan pracy na miesiące. Pracuj
I nie przynieś wstydu rodzinie,
Która ciężko pracowała na swe imię.
Największy grzech to lenistwo. Do zera
Wypal się i zatyraj.

Unikałem snu przez lata,
Powtarzając sobie za to
Wiadomości ze świata
Niedalekie ucieczki z więzień, grubych ludzi
Którzy jedli pieczone kurczaki by się zbudzić
Martwi. We śnie szukam poematów
Do litery V podobnych z kształtu
Lub w kształcie klucza lecących ptaków,
Lub otwartych ramion mówiących:
„Wybaczam Ci wszystko”

Czytany: 317 razy

R E K L A M A

=>