Przypowieść o krzyżu


Stałem przed Bogiem wielce zmartwiony,
żalem okryty, ciut przygaszony.
Rzekłem do Niego z ogromnym lękiem,
i na kolana szybko przykląkłem:

- Ciężki mój krzyż jest, Jezu kochany,
ja już nie mogę, jestem skonany
i nie mam siły nieść go przez życie,
jest niewygodny, mówię ci skrycie.

Bóg się namyślił, pokiwał głową,
szybko odpowiedź miał już gotową.
-Weź zatem inny, daję ci wybór,
wybierz więc śmiało, wcale się nie bój.

Wziąłem od razu taki złotawy ,
krzyż bardzo piękny, lecz przyciężkawy.
Chwyciłem inny, cudnie rzeźbiony
tak jakby dla mnie był przeznaczony,

lecz mnie uwierał, coś nie pasował,
Już pomyślałem -będę losował !
A Bóg z uśmiechem z góry popatrzył,
bo wiedział, który mi krzyż przeznaczył.

Jeszcze się dosyć długo motałem,
odpowiedniego ciągle szukałem...
Wreszcie gdzieś w kącie krzyż zobaczyłem,
do tego kąta szybko wskoczyłem.

Leżał tam taki dziwny, koślawy,
stanąłem przy nim... byłem ciekawy.
ten wypróbuję - tak pomyślałem -
i już na swoich barkach go miałem.

Nie był tak ciężki, nie sprawiał trudu,
dobrze się czułem, doznałem cudu.
-Boże, to krzyż jest przecież mój własny,
po co więc szukam, wszystko jest jasne!

Bóg westchnął sobie, rozłożył dłonie,
i delikatnie dotknął me skronie.
-Swój krzyż wybrałeś , rzekł ważąc słowa,
-niech więc spokojna będzie twa głowa.

20.12.2014

Autor : mirek.sokol@interia.pl

Czytany: 291 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: