W złotej klatce


Jak zwykle rankiem, kiedy mąż już wyszedł, zabrała się do pracy. Z uporem maniaka szukała najmniejszej odrobiny kurzu w lśniącej czystością kuchni. A sama kuchnia oraz łazienka i salon nie potrzebowały tej mrówczej pracy. Wszak miała pralko-suszarkę, odkurzacz piorący pod ciśnieniem dywany, najnowszy model mopa, a kuchnia przypominała laboratorium kosmiczne.
Poczuła głód. Gdy otworzyła lodówkę, zobaczyła, że niewiele już zostało z zapasów, które jej pan i władca przyniósł wczoraj w przypływie dobrego humoru. Gdy miał zły, stołował się sam na mieście.
Był wziętym adwokatem. Ona - żona, dobrze po trzydziestce, wypielęgnowana, uśmiechnięta, ubrana jak modelka na co
dzień i na specjalne okazje, miała stanowić, według zasad mężowskich, dekoracyjny ozdobnik. Bawić i reprezentować dom, gdy mąż gościł grono znajomych, rodzinę i innych gości z zewnątrz.
Straciła pracę zanim się poznali. Wykształcona i urodziwa - odrzuciła zaloty młodszego od niej szefa. Uniosła się ambicją, nie zważając na fakt, że takich jak ona było tysiące.
Odeszła z godnością i po daremnych poszukiwaniach samodzielnej i sprawiającej jej satysfakcję pracy - musiała zrezygnować, bo takiej nie było. A nie chciała lądować w wielkiej korporacji, bo szef już zadbał o to, by nie zrobiła nigdzie jakiejkolwiek kariery.
- Po co ci praca za nędznych parę groszy - przekonywał mąż. - Dbaj o dom, nie musisz się troszczyć o jego utrzymanie. Ja zadbam o to, byś do końca życia nie miała żadnych materialnych trosk.
Na początku było wręcz uroczo. Jeździli razem do licznych galerii, kąpała się w zagranicznych płynach kąpielowych, kosmetyki - i to drogie - nie stanowiły problemu. Zawsze elegancko ubrana i zadbana, z przyjemnością wylegiwała się długo w pościeli. Pracy było niewiele, bo mąż stale miał pieniądze na wszystko i ciągle go nie było.
Musiała go tylko reprezentować. Pieniędzy jej nie dawał.
- Nie troszcz się o to - mawiał. Ja wszystko kupię, co potrzebujemy.
To on planował wspólny urlop w atrakcyjnych zagranicznych hotelach i cieszył się, gdy na plaży przyciągała spojrzenia panów i pań. O panów się nie martwił, gdyż bywali tam przeważnie starsi panowie, a na lekcje surfingu, prowadzone przez młodych instruktorów, zabraniał jej chodzić.
I wszystko musiało być tak, jak on zaplanował. Jej zdanie zupełnie się nie liczyło. Wszak ona nie posiadała pieniędzy i mąż nawet nie dawał jej kieszonkowego.
- Czego chcesz - mówił - Masz wszystko, nie potrzebujesz niczego załatwiać, niczego zdobywać i sądzę, że nawet wacików ci nie brakuje.
Żyła w złotej klatce.

Czytany: 241 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: