Miłosierna samarytanka


W celi klasztornej na łóżku leży
wtem drzwi skrzypnęły - kto tu przybieżał?
Samarytanka piękna i ostra,
dłoń mu włożyła, gdzie się chciał dostać.

A on nieszczęsny ze strachu zdrętwiał,
bo straszna była też jego męka.
Ruchu żadnego nie mógł wykonać,
waliło serce - ze strachu konał.

Ten ruch za niego ona zrobiła
brzuchem, biodrami, ciałem przykryła,
aż jego palce gniazdko uwiły
i poczuł ciepło. Opadł bez siły.

Wówczas pierś piękną jemu podała,
jakiej nie widział u żadnej damy.
Oddech usłyszał jej niespokojny
w dół się zsunęła. Zręcznie i wolno.

Palce jej śmiało niżej sięgały,
otwarła usta. Poczuł ją cały,
bo bez pośpiechu i bezustannie
miłość mu dała - wolno, starannie...

Czytany: 193 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: