Zrzucam maskę





Dawno temu rodzice nałożyli mi maskę...
Grzecznego chłopca który nią kupował łaskę.
Potem ich rolę przejęli moi znajomi...
Abym swoją osobą służył ich spokojowi.

Ten gorset sztywny mocno mnie uwiera.
Dlatego od dzisiaj moja dusza się rozbiera.
Dlaczego wciąż na wodzy trzymać mam szaleństwo?
Bo tego żądają wrogowie, przyjaciele, społeczeństwo?

Nikomu nic nie zabiorę, gdy będę mniej rozumiany.
Lecz gdy wolność poczuję, sam przez się będę kochany.
Przecież moja fantazja galaktyk odległych sięga...
Namiętność też uwielbiam, gorset więc to udręka.

Gdy kiedyś serce stanie, niech będzie to po seksualnej rozkoszy.
Na wojnie od granatu chcę zginąć a nie wśród lazaretu noszy.
Albo też autem sportowym wyrżnąć w betonową ścianę...
W ostatniej chwili przypomnieć sobie jak całują usta uwielbiane!


Oskar Wizard

Czytany: 345 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: