Biesiady wszeteczne
Coż owo za biesiada, kiedy jedni chrapią,
A drudzy się pod ławą jako świnie drapią.
Rad by mówił; nie może, bo gardło zalepił
Drożdżami, bo z wieczora barzo na schyłku pił.
A toż wasza biesiada, a toż krotochwila!
Jedno takiej używa ogolony wiła,
Co by rad, kiedy by mógł, dobrowolnie szalał,
Takżeć i ów, co wolno rozum sobie zalał.
Albo owo wesele, kiedy się po kąciech
Tłuczecie, wyskakując by szkapy w choroąciech.
Nazajutrz chłop narzeka, co go bolą boki,
Na mierzły mu podobno onegdajsze skoki.
Bo jako pan ma być zdrów, a w nim piwo kisa?
I od tegoć więc drży łeb i szupryna łysa.
1Nogi, oczy i ręce, i brzuch chłopu puchnie,
A z gęby, gdzie zaleci, by z wychodu cuchnie.
Goleni sobie potłukł, więc łopianu szuka,
Drugi też jako wirzba na wiosnę się puka.
Bo jako się nie pukać? Ano pełny zawżdy,
Jako in a bestyja, gdy się ożrze każdy.
Już zapomni i Boga, już nie zna i ludzi,
Bo na poły by zdechły, gdy go nie obudzi.


Czytany: 1801 razy

R E K L A M A

=>