Prawdziwa opowieść trzy


   Było upalne i znojne lato roku 1969. Pamiętam wakacyjną   pracę w dawnej NRD w Berlinie na Dworcu Wschodnim.
   Praca na zmiany. Rano dojazd z internatu na Scharnhorststrasse do
Ostbahnhof. W obrębie dworca mieścił się olbrzymi Urząd Pocztowy.
   Sortowanie paczek, zgodnie z kodem pocztowym, oznaczonym cyframi.
Układanie ich na wózkach i umieszczenie pod odpowiednim skrótem w
olbrzymiej hali.
   Paczki miały różną zawartość. Widziałem urny z prochami zmarłych,
przesyłki odzieżowe, stosy gazet wschodnioniemieckich, oraz magazynów.
W obszernej kantynie – na ścianie wisiał portret Ericha Honeckera –
wydawano posiłki. Potrawy zamawiało się samemu. Jak zwykle w każdym
zakładzie pracy – pojemniki z miętową herbatą , lub zbożową kawą.
Wyjątkiem był również bogato zaopatrzony bar z alkoholami. Tego
dotychczas nie widziałem w żadnym zakładzie pracy w NRD.
   Przez okno obserwowałem przyjazd wozu pocztowego z Berlina Zachodniego.
Dwaj panowie bez żadnego słowa dostarczali, oraz
po usunięciu pomby z drzwi pojazdu - odbierali przesyłki.
   Dziwiło mnie to ogromnie, dopóki nie zobaczyłem, że pracownicy Poczty
wschodnioberlińskiej, po prostu obracali się plecami do okna kantyny ,
widząc celnika z Berlina Zachodniego.
   Pracowałem również na nocne zmiany. Podjeżdżałem wózkiem pocztowym do pociągu, następowało wyładowanie przesyłek z szybkiej kolei miejskiej.
Uwaga, uwaga…
Poczta jedzie.
Światła peronu, ruch i gwar. Tłok i pośpiech. Trzeba by o uwijać się
jak w ukropie. Pociągi zatrzymywały się tylko krótko. I jechały
dalej.
   Gabi.
Moja najpierw korespondencyjna przyjaciółka, a później…
   Popatrz. Gdybyś mnie widziała, jak haruję w twojej ojczyźnie.
Jesteś w Lipsku.
   Chciałbym cię nareszcie zobaczyć a nie tylko czytać twoje listy w
akademiku we Wrocławiu.
Wysłałem króciutką karteczkę .
Będę wtedy i wtedy u ciebie. Wsiądę o tej i o tej godzinie do pociągu.
Podałem precyzyjnie czas odjazdu i przyjazdu pociągu do Lipska, oraz
datę.
Czy wyjdziesz po mnie na pociąg? I czekałem na odpowiedź.
   Doczekałem się.
    Będę siedział w pierwszym wagonie od lokomotywy.
    Założę przeciwsłoneczne okulary.
    Zawołam – Gabi.
Jak poznać ją?
    Przecież jej dotychczas nie widziałem. Nie przysłała mi żadnego
swojego zdjęcia…
   

Czytany: 186 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: