Omylne rozkoszy
A tak marne rozkoszy świata omylnego,
Ty-ć przysmaki miewają u stanu każdego,
Iż go tu, by niedźwiedzia, wszędy za nos wodzą,
A chociaj wzgórę skacze, barzo mu WIęc szkodzą.
Bo chociaj ty potrawy cukrem potrząsają,
Ale przedsię w pośrzodku, wierz mi, gorzkość maJą.
Ale gdy co rozumem a bojaźnią bożą
Nadobnie potrzęsione przed kogo położą,
A sałata z mierności uczyniona k temu,
Ta potrawa smakuje nadobnie każdemu.
A ta karmia każdemu żołądkowi zdrowa.
Nie zadmie po niej oczu pewnie jako sowa.
Nie trzeba tam kasyj ej ni żadnych syropów,
Bo się dobra krew mnoży u takowych chłopów,
Co z rozumu a z mlary potrawy działają,
Z cnoty a z boskiej wolej wnet to przechowają.
A cokolwiek swą wolą a złą myślą cuchnie,
Wnet oczy podsinieją, wnet z tego brzuch puchnie.
Bo na poły z truciną są takie potrawy,
Które są bez rozmysłu a bez dobrej sprawy.


Czytany: 1129 razy

R E K L A M A

=>