Mniszki

Takież i owy czajki, co na głowie płatek
Noszą z harasu, rzkomo opuściwszy światek.
Ano, bodaj tak zdrowa! By po woli było,
Jako by się i z płatkiem w tanku nie skoczyło.
O szaleni rodzicy, którzy tak działają,
Iż poczciwe dzieweczki do tej klozy dają.
Zaż nie lepiej chytrego tym szatana zdradzić,
Wydać za mąż panienkę i przyjaciół nabyć.
Lepiej niźli proboszcza albo mnicha w szarzy,
Gdyż się dawno świat plecie, co komu czas zdarzy.
Albo jeśliby która panieński stan wiodła,
Zażby tego i dom a uczynić nie mogła?
A daleko foremniej przy matce poczciwej,
Niżli przy onej ksieni jako gęś krzykliwej.
Bo acz, co się nie godzi, to tam czasem pchają,
Co albo garb na szyi, albo guzy mają.
Bo co się nam nie godzi, to dajmy do Boga.
Ano Bóg wie, i tego jednak przedsię szkoda.
Bo Pan Bóg poniewolnej żadnej służby nie chce,
Gdyż tam nie wie, co sama jako kaczka klekce.
A tak, mój miły bracie, gdy i sam obaczysz,
Tedy wedle rozumu sam rozeznać raczysz,
Iż gdy się ten porządek podoba i Bogu,
Musi rozum ustąpić zawżdy od nałogu.
I miłość, gdy rozumna a k temu pomierna,
Jest, wierz mi, rzecz uczciwa, a gdy k temu wierna.


Czytany: 1233 razy

R E K L A M A

=>