Ci, co wzgardzili małzeństwo

A coż tu rzeką oni marni wymyślacze,
Na które ta powinność ledwe iż nie płacze,
Co z nabożną figurą tak postanowili,
Aby oblokszy kukłę, jako błaźni żyli.
Drugi - rogaty biret, albo rewerendę,
Powieda, iż też przeczetł do końca Ajendę
A nigdziej tam nie nalazł o tej powinności,
Którą raczył ustawić Pan z swej wielmożności.
O, nędzna, marna glino, jakoż się śmiesz ważyć,
A co jest wola Pańska, to inaczej stawić!
Gdyżeś słychał, jako ci mordowani byli,
Co z Jego wolej kiedy namniej wykroczyli?
Gdyż rozkazał rodzicoml co przed nami byli,
Aby ku Jego chwale tu Świat osadzili.
Aczkolwiek i ci przedsię dosyć osadzają,
Ale gdzieś na przedmieściu, gdzie ich mało znają.
Snadź nie cztli SaIomonal co o tym narodzie
Napisał w swoich księgach. I czyść o tym srodze!
Lecz przedsię, bracia naszy, na to nic nie dbając,
Dybie kątem omacmie jako w lesie zając,
Gdy się boi puchacza a samice szuka,
Takież nasz miły pater, gdy w ulicy kuka,
Aby mu się gżegżółka gdzie w kącie ozwała,
Jeśliże też od gniazda dalej nie leciała;
Bo już ta nie przebiera, krogulec albo gil,
Niech lata, kędy raczy, kiloby na noc był.
O, nieszczęsny narodzie takiego człowieka!
A prawie już przeklęty od Boga od wieka,
Co dla nędznej parteki, by się wlokła strawa,
Odbieżysz poczciwości i winnego prawa,
W którym Pan wszytki na świat narody osadził.
A kto go nie używa, ten się już sam zdradził.
Bo wierz mi, iż na on czas, omylny nieboże,
Iścieć trepka, ni biret, ni płaszcz nie pomoże.
Gdyż na cię Pismo woła, abyś w poczciwości
Używał swego stanu, a ty obłudności
Zawżdy stroną omijał, a przy tym stał mocno,
Coć i sławie, i duszy może być pomocno.
Bo jeśli prze marny kłos, coć wynika z gęby,
Byś jedno jako świnia natarł sobie zęby,
Miałbyś wszytko opuścić, co jest przystojnego,
Chciałbych z tym apelować do rozumu twego.
Rozumiem wedle prawdy, inak byś nie zeznał,
Byś się klątwy a dzwonka i świeczki nie lękał.
Ale gorszy kaganiec, co im w piekle świecą.
Wierę tam nie pomoże Błażej i z gromnicą.


Czytany: 1185 razy

R E K L A M A

=>